4 Minuty
Po raz pierwszy kabel do ładowania wygrywa argumenty.
W całej Europie samochody elektryczne rozpaliły zainteresowanie w sposób, którego niewielu producentów czy decydentów przewidziało tak szybko. W marcu 2026 zarejestrowano o 51 procent więcej samochodów w pełni elektrycznych w 15 głównych rynkach UE i EFTA, ponieważ ceny paliw gwałtownie wzrosły i coraz więcej kierowców uznało, że płacenie mniej przy ładowaniu wydaje się znacznie rozsądniejsze niż tankowanie żarłocznego baku.
Ponad 224 000 w pełni elektrycznych samochodów osobowych zarejestrowano w ciągu jednego miesiąca, co dało aut elektrycznych 22-procentowy udział w rynku nowych samochodów. Mówiąc wprost, niemal jeden na cztery sprzedane w marcu samochody był elektryczny. Pierwszy kwartał potwierdził ten trend: w całej UE sprzedano ponad pół miliona pojazdów elektrycznych, o 33,5 procent więcej rok do roku. To nie była chwilowa anomalia. To był impuls.
Niemcy odnotowały 42-procentowy wzrost od początku roku, wspierany przez nowe państwowe zachęty. Francja również utrzymała pozycję, z udziałem pojazdów elektrycznych na poziomie 28 procent w marcu. Włochy, które często działały bardziej ostrożnie niż ich północni sąsiedzi, zanotowały wzrost o 65 procent. Nawet Polska dołączyła do tego trendu, przekraczając 40-procentowy wzrost.

Skandynawia nadal wyprzedza trend
A potem jest Skandynawia, gdzie elektromobilność dawno przestała być trendem, a zaczęła wyglądać na domyślny wybór. W Danii w pełni elektryczne samochody stanowiły 76,6 procent marcowych rejestracji. Finlandia była bliska połowy. I Norwegia, jak zwykle, zachowała się tak, jakby pominęła obecne dziesięciolecie, osiągając niezwykły odsetek 98,4 procent nowych rejestracji jako w pełni elektryczne.
Powody stojące za europejskim wzrostem są proste. Koszty paliw wzrosły około jednej piątej, a taki ból przy dystrybutorze szybko wpływa na zachowania konsumentów. Kiedy benzyna i diesel stają się cotygodniową uciążliwością zamiast mało istotnym wydatkiem, atrakcyjność niższych kosztów eksploatacji zaczyna brzmieć mniej jak slogan polityczny, a bardziej jak zdrowy rozsądek.
Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku sytuacja wygląda znacznie mniej optymistycznie dla zwolenników aut elektrycznych.
W Stanach Zjednoczonych ceny na stacjach również wzrosły, a zainteresowanie samochodami elektrycznymi w internecie chwilowo skoczyło. CarEdge odnotował 20-procentowy wzrost wyszukiwań dotyczących pojazdów elektrycznych w pierwszym tygodniu po pierwotnym ataku na Iran na początku marca. Jednak ciekawość nie przełożyła się na odwiedziny w salonach. Sprzedaż aut elektrycznych w USA spadła o 27 procent w pierwszym kwartale w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego.
W Ameryce sprzedano zaledwie 216 399 pojazdów elektrycznych między styczniem a końcem marca. Najważniejszym powodem wydaje się być polityka, a nie produkt. Zniesienie federalnego kredytu podatkowego w wysokości $7,500 we wrześniu zeszłego roku wydaje się skłonić wielu nabywców do powrotu w stronę alternatyw napędzanych benzyną, właśnie wtedy, gdy producenci samochodów liczyli na dalsze przyspieszenie rynku.
Niektóre marki wciąż zdołały płynąć pod prąd. Toyota odnotowała 79-procentowy wzrost, Lexus poszybował o 207 procent, a Rivian zwiększył sprzedaż o 21 procent. Ale szerszy rynek był trudny. Audi, BMW, Mercedes, Porsche, Ford, Volkswagen, Jeep i Genesis odnotowały gwałtowne spadki, a niektóre straty sięgały aż 93 procent.
To kontrast w pigułce. Europa jest popychana w stronę samochodów elektrycznych przez czynniki ekonomiczne, politykę i zwykłą konieczność. Rynek amerykański natomiast wciąż zmaga się z systemem zachęt, polityką cenową i niepewnością kupujących. Ta sama technologia. Zupełnie inna droga.
Zostaw komentarz