Koenigsegg Jesko Attack kontra Suzuki Hayabusa SuperBusa: Pojedynek Hypercar z Hyperbike na 1/4 mili

Koenigsegg Jesko Attack kontra Suzuki Hayabusa SuperBusa: Pojedynek Hypercar z Hyperbike na 1/4 mili

0 Komentarze Anna Majewska

5 Minuty

Gdy legendarni zawodnicy świata motoryzacji spotykają się na torze drag race, emocje sięgają zenitu. Najnowsze starcie pomiędzy Koenigseggiem Jesko Attack a doładowaną Suzuki Hayabusą - znaną jako TTS SuperBusa - ustanawia nowy wzorzec spektakularnych pojedynków na prostej. Oto jedno z najbardziej szalonych wyścigów ostatnich lat, gdzie cena traci znaczenie, a liczy się tylko surowa prędkość.

Rywale: Starcie Hypercara z Hyperbike

W jednym z pasów startowych stoi Koenigsegg Jesko Attack – szwedzka perła inżynierii, stworzona do osiągania ekstremalnych osiągów i największej ekskluzywności w świecie hypercarów. Kosztujący ponad 5 milionów funtów Jesko oferuje monocoque z włókna węglowego, wyjątkową aerodynamikę oraz ręcznie składany, podwójnie doładowany silnik V8 o pojemności 5,0 litra, generujący 1280 KM i 1500 Nm momentu obrotowego. Cała ta moc trafia na tylne koła przez nowatorską 9-biegową skrzynię Light Speed Transmission, czyniąc Jesko maszyną gotową łamać rekordy i zostawiać Bugatti w tyle.

Po przeciwnej stronie staje TTS SuperBusa – gruntownie zmodyfikowana Suzuki Hayabusa. Udowadnia, że ekstremalne osiągi to nie tylko domena milionerów. Za cenę poniżej nowego VW Golfa R ten brytyjski superbike otrzymał wydłużoną ramę, by panować nad niewiarygodnym przyspieszeniem, oraz dołożoną odśrodkową sprężarkę mechaniczną do silnika R4 o pojemności 1,4 litra. Efekt to dwukołowy pocisk, zaprojektowany z myślą o dominacji na drag stripie.

Technika i projekt: Maszyny stworzone do prędkości

Koenigsegg Jesko Attack

Design Jesko służy nie tylko efektownemu wyglądowi – wszystkie kształty i wloty powietrza podporządkowano aerodynamice. Ogromne skrzydła, dyfuzory i aktywne elementy aerodynamiczne utrzymują auto przy asfaltcie nawet przy skrajnych prędkościach. Wnętrze łączy skandynawski luksus z wyścigową precyzją wskazań, a kabina z włókna węglowego jest dopracowana w każdym detalu.

TTS SuperBusa

Z kolei SuperBusa stawia na agresję i surową funkcjonalność. Wydłużony rozstaw osi i typowo dragowa sylwetka zdradzają prawdziwy potencjał tej maszyny. Rozległe modyfikacje ramy pomagają okiełznać 370 KM przekazywane na tylną slickową oponę. Gotowa na walkę na 1/4 mili, Hayabusa to sprzęt bez kompromisów, krzyczący "prędkość" z każdej strony.

Moc i osiągi: Dawid kontra Goliat na asfaltowym torze

Na papierze pojedynek wydaje się być nierówny. Ważący 1420 kg Jesko staje naprzeciw zaledwie 335-kilogramowej SuperBusy – ważącej mniej niż ćwierć szwedzkiego hypercara. Choć Suzuki wyraźnie ustępuje mocą, jej nieprawdopodobny stosunek mocy do masy zmienia wszystko.

Rzućmy okiem na liczby:

  • SuperBusa: 1104 KM/t
  • Koenigsegg Jesko: 901 KM/t

Tak, dwukołowiec prowadzi w tej kluczowej kategorii, stawiając go w absolutnej czołówce maszyn drag racingu. Kierowcą Jesko był sam właściciel, a na fotelu pasażera towarzyszył mu Mat Watson z Carwow, co dodało hypercarowi jeszcze trochę masy i... lunchu do przewiezienia na mecie.

Drag race: Przyczepność, walka i zwroty akcji

Ten pojedynek był czystą, nieujarzmioną rywalizacją. Bez lepkich nawierzchni, bez specjalnego kleju – zwykły asfalt i rozpalone do czerwoności opony. Jesko startuje z chirurgiczną precyzją, jego podwójnie doładowane V8 rozpędza auto niczym rakietę o kontrolowanej sile.

A SuperBusa? To czyste szaleństwo. Na starcie tylna opona błyskawicznie traci przyczepność, zostawiając na asfalcie czarne ślady. Utrzymanie przedniego koła przy ziemi podczas eksplozji mocy wymaga stalowych nerwów – szczególnie gdy przesyłasz przez ramę 370 KM i rozpędzasz się do 225 km/h w kilka sekund.

Już przy pierwszych próbach sprzęgło Hayabusy zaczęło się przegrzewać, wymuszając przerwę przed kolejnym podejściem. Ten pojedynek to nie była standardowa runda – to wyważona gra temperatur, kontroli gazu i refleksu. Mimo problemów, kierowca SuperBusy zachował opanowanie, łącząc agresję z precyzją, których wymaga start na granicy możliwości lekkiego, mocnego motocykla.

Wyniki: Gdy Dawid pokonuje Goliata

W decydującym wyścigu TTS SuperBusa pokonała dystans 1/4 mili w 9,8 sekundy. Tuż za nią Jesko Attack – 9,9 sekundy, różnica zaledwie jednej dziesiątej. Pomimo zaawansowanej aerodynamiki, włókna węglowego i kilku milionów funtów pod maską, hypercar nie zdołał zdetronizować niepozornej, budżetowej Hayabusy.

Czy Koenigsegg miałby szansę bez pasażera? Być może, ale takie są drag racingowe reguły. Kierowca Suzuki był maksymalnie skupiony, trzymając wydłużony motocykl w ryzach przy pełnej mocy, co wymagało błyskawicznej reakcji i żelaznych nerwów.

Problemy z przyczepnością i emocje na torze

Walka nie odbywała się wyłącznie na poziomie cyferek – to także widowisko. Jesko startuje z zadziwiającą brutalnością, podczas gdy Hayabusa próbuje wręcz przełamać prawa fizyki: przód unosi się do góry, a tylna opona w każdej sekundzie szuka przyczepności.

Podczas jednej z prób sprzęgło motocykla było tak przeciążone, że konieczna była przerwa na chłodzenie. W wyobraźni pojawia się obraz pary unoszącej się nad maszyną i narastającego napięcia przed finałowym podejściem.

Status rynkowy i legenda obu maszyn

Koenigsegg Jesko Attack to ikona hypercarów – symbol innowacji, luksusu i nieograniczonych osiągów. Jego obecność na każdym wyścigu jest już wydarzeniem. SuperBusa z kolei to ucieleśnienie innego motoryzacyjnego marzenia: pokazuje, że dzięki pomysłowi i pracy w garażu można zbudować maszynę, która rzuci wyzwanie gigantom za ułamek ich ceny.

Ten pojedynek podkreśla także wieloletnią siłę własnoręcznie modyfikowanych aut i motocykli oraz pasję, która napędza świat motoryzacyjny i motocyklowy. Bitwa na torze zawsze jest czymś więcej niż tylko konkurencją – to przede wszystkim przekraczanie granic i odwaga by stanąć naprzeciw najlepszym.

Podsumowanie: Gdy marzenia inżynierów stają się rzeczywistością

Ostatecznie, Koenigsegg Jesko Attack pozostaje jednym z najbardziej imponujących osiągnięć inżynierii motoryzacyjnej – przykładem tego, co można osiągnąć, kiedy prędkość jest jedynym celem. Jednak to właśnie Suzuki Hayabusa, rozciągnięta i doładowana, okazała się zwycięzcą tego dnia: pokonała hypercara w bezpośrednim wyścigu na 1/4 mili, udowadniając, że ambicja i kreatywność mogą redefiniować oczekiwania nawet na profesjonalnym drag stripie.

To niepowtarzalne starcie pozostaje fantastycznym przypomnieniem, że niezależnie czy siedzisz za kierownicą szwedzkiej karbonowej legendy, czy obejmujesz bak domowego superbike’a – pasja i prędkość zawsze znajdą drogę do zwycięstwa.

Dla miłośników samochodów, sportowych motocykli i prawdziwego wyścigowego dreszczu, to historia na miarę Dawida i Goliata – opowieść, która na długo zostanie w pamięci każdego fana motoryzacyjnych pojedynków na prostej.

Źródło: autoevolution

Cześć! Nazywam się Anna i od lat z pasją śledzę świat motoryzacji. Każdego dnia wyszukuję najświeższe wiadomości, nowinki i premiery modeli, abyś był zawsze na bieżąco. Uwielbiam dzielić się wiedzą i

Komentarze

Zostaw komentarz