5 Minuty
Niektóre samochody proszą o uwagę. Brabus Bodo ją wymusza.
To Brabus w swojej najbardziej bezkompromisowej odsłonie: Hyper GT o mocy 1000 KM ubrany w czarne włókno węglowe, napędzany potężnym podwójnie doładowanym V12 i wyceniony na około 920 000 € zanim ktokolwiek zacznie kombinować z opcjami. Nie szepta. Nie wtapia się w tłum. Pojawia się jak burza w szytym na miarę garniturze.
Nazwa też ma znaczenie. Bodo to hołd dla zmarłego założyciela Brabusa, Bodo Buschmanna, co nadaje temu samochodowi więcej wagi niż zwykłej, luksusowej edycji specjalnej. Dla marki od dawna kojarzonej z przerabianiem modeli Mercedesa na brutalnie szybkie manifesty, to wydaje się być wyraźnym znakiem rozgraniczenia. Brabus już nie tylko modyfikuje auta. Buduje tożsamość od podstaw.
Egzemplarz o numerze podwozia 01 od razu to udowadnia. Tak, klienci mogą wybierać inne wykończenia, ale samochód premierowy zanurza się całkowicie w mroku, z w pełni przyciemnionym wyglądem, który bardziej przypomina fantazję z samochodu koncepcyjnego niż tradycyjną elegancję grand tourera. Karoseria wykonana jest w całości z czarnego włókna węglowego na aluminiowej strukturze, a Brabus nie poprzestał na oczywistych powierzchniach. Nawet skrzynki powietrza i pokrywy wałków używają włókna węglowego z dodatkiem prawdziwych cząsteczek złota. Czy to konieczne? W żadnym razie. Czy pasuje do takiego samochodu? Zdecydowanie tak.

Gdzie grand touring spotyka brutalną siłę
Pod długą maską pracuje podwójnie doładowane V12 o pojemności 5,2 litra, rozwijające 1000 KM i 1200 Nm momentu obrotowego. Dla czytelników myślących w realnych liczbach to przekłada się na przyspieszenie 0-100 km/h w nieco ponad trzy sekundy i prędkość maksymalną 360 km/h. Te liczby same w sobie byłyby sensacją, ale to, co czyni Bodo ciekawszym, to fakt, że nie porzucił on niezbędnych cech grand tourera w pogoni za efektem szoku.
Wciąż oferuje tylne fotele. Wciąż ma praktyczny bagażnik. Wciąż obiecuje komfort podróży na długich dystansach zamiast typowych kompromisów superauta. To nadaje mu rzadką formę atrakcyjności. W erze zdominowanej przez mniejsze silniki, układy zelektryfikowane i cyfrową efektywność, Bodo wydaje się zachwycająco niezsynchronizowany z duchem czasu. Duży silnik. Duże nastawienie. Bez przeprosin.
Proporcje zdradzają jego pochodzenie. Linia okien sprawia, że skojarzenie z Aston Martin Vanquish jest trudne do przeoczenia, ale Brabus całkowicie przepisuje charakter wizualny. Z przodu samochód jest bardziej kanciasty i bardziej konfrontacyjny niż model bazowy. Z tyłu dramatyczne wykończenie w stylu boat-tail i aktywny spojler dodają teatralności, która plasuje się gdzieś pomiędzy nowoczesnym designem jachtów a przepychem dawnych karosierni. Na ogromnych 21-calowych felgach Monoblock ma postawę, która sprawia, że prawie wszystko inne wydaje się nieśmiałe.
Jeśli szukać duchowego porównania, to nie z konwencjonalnym GT. Bardziej przypomina współczesną odpowiedź na dzikie, limitowane projekty, które kiedyś powstawały tylko po to, by udowodnić pewną tezę. Myśl mniej o racjonalnym planowaniu produktu, więcej o mobilnej deklaracji.

W środku DNA Aston Martina przebija się wyraźniej, i to nie jest wada. System multimedialny i przełączniki są znajome, w tym Apple CarPlay Ultra, co pomaga Bodo uniknąć pułapki bycia dramatycznym, lecz niepraktycznym w codziennym użytkowaniu. Brabus nałożył na tę bazę własną atmosferę, stosując nową skórę, karbonowe wykończenia otaczające wyświetlacz kierowcy oraz wydłużone karbonowe łopatki zmiany biegów do ośmiobiegowej automatycznej skrzyni. Duży panoramiczny dach zapobiega klaustrofobii kabiny, co ma znaczenie, gdy tak wiele wnętrza wykończono czarną skórą i karbonem.
To równowaga między ekstrawagancją a użytecznością może być najmądrzejszym zabiegiem Bodo. Wygląda skandalicznie, brzmi skandalicznie i osiągami przypomina coś z dużo mniej praktycznej kategorii, a jednak nadal wydaje się zdolny do przemierzania krajów bez zamieniania każdej podróży w test wytrzymałościowy.
Brabus również sprawia, że większa strategia staje się niemożliwa do zignorowania. Obok wcześniej ujawnionego GTS Coupé opartego na Mercedes-AMG SL 63, Bodo pokazuje firmę, która wykracza daleko poza swój stary wizerunek tunera i zagłębia się w świat niskonakładowej karoserii na zamówienie. Produkcja będzie ograniczona do 77 egzemplarzy, nawiązanie do roku założenia firmy 1977, a ta liczba tylko potęguje pożądanie samochodu.
Absurdalne? Oczywiście. Ale Bodo nigdy nie był zbudowany dla osób robiących zakupy według arkusza kalkulacyjnego. To dla tych, którzy chcą rzadkości, widowiska, muskularnego V12 i tyle kunsztu, by usprawiedliwić spektakl. A gdziekolwiek się pojawi, jedno wydaje się pewne: ruch drogowy może toczyć się dalej, ale spojrzenia nie odejdą.
Zostaw komentarz