5 Minuty
Geely zbliża się do decyzji, która może przekształcić jego ambicje w Europie. Według doniesienia hiszpańskiego portalu La Tribuna de Automoción chiński producent samochodów zgodził się nabyć linię montażową Body 3 w fabryce Forda w Almussafes w Walencji w Hiszpanii, obiekt obecnie nieczynny, który jednak wkrótce może znów ożyć z zupełnie inną marką na linii produkcyjnej.
Jeśli transakcja dojdzie do skutku, Geely zyska znacznie więcej niż powierzchnię produkcyjną. Uzyska gotowe przemysłowe zaplecze w Europie, co da firmie szybszą i bardziej strategiczną drogę do lokalnej produkcji samochodów w momencie, gdy cła, koszty logistyki i polityczna kontrola sprawiają, że zwykły eksport staje się mniej atrakcyjny.
Według raportu Geely zamierza tam produkować nowy zelektryfikowany model oparty na platformie GEA, czyli Global Intelligent New Energy Architecture. W firmie pojazd ma być znany pod kodem 135. Co ważniejsze dla europejskich nabywców, planowane są trzy warianty układu napędowego: hybrydowy, hybrydowy z możliwością ładowania z gniazdka oraz w pełni elektryczny. Taka elastyczność ma znaczenie. Europa nie zmienia się w tym samym tempie we wszystkich krajach, a marki oferujące kilka opcji zelektryfikowanych mają często większe szanse dopasowania się do lokalnego popytu.
Pojawia się też coraz więcej przypuszczeń, że model ten może być blisko spokrewniony z Geely EX2, kompaktowym elektrycznym SUV-em sprzedawanym w Chinach pod nazwą Xingyuan. Jeśli to się potwierdzi, wersja produkowana w Walencji prawdopodobnie zostanie mocno dostosowana do europejskich gustów, przepisów i oczekiwań rynkowych, zamiast być jedynie skopiowaną kopią z chińskiej oferty.
Fabryka z niewykorzystanym potencjałem
Zakład w Almussafes od dawna był jednym z kluczowych miejsc produkcji Forda w Hiszpanii, ale podobnie jak wiele tradycyjnych fabryk związanych z ekonomiką ery silników spalinowych, utknął w szerszym procesie restrukturyzacji branży. Producenci samochodów, w tym Ford i Nissan, redukują niewykorzystane moce produkcyjne, przemyślając jak, gdzie i co wytwarzać na erę elektryczną.
Tu wkracza Geely. Dla chińskich producentów samochodów poszukujących rynków zagranicznych, pusty zachodni teren fabryczny to już nie tylko okazja. To element szerszej strategii. Zamiast polegać wyłącznie na eksporcie z Chin, marki coraz częściej starają się lokalizować produkcję, montować samochody bliżej klientów i budować łańcuchy dostaw, które lepiej znoszą bariery handlowe i zmieniające się zasady polityki.
W praktyce wykorzystanie istniejącej infrastruktury Forda w Hiszpanii pozwoliłoby Geely skrócić lata prac przygotowawczych. Firma mogłaby skorzystać z ugruntowanego regionu motoryzacyjnego, przeszkolonej siły roboczej oraz bazy produkcyjnej już zintegrowanej z europejską siecią przemysłową. Co równie istotne, lokalna produkcja pomogłaby Geely zmniejszyć narażenie na cła importowe, które stały się coraz wrażliwszym tematem dla chińskich producentów samochodów elektrycznych wchodzących na rynek europejski.
Historia może mieć jeszcze jeden wymiar. Hiszpański raport sugeruje, że Ford mógłby w końcu wprowadzić wspólny model oparty na technologii Geely. Taka możliwość podkreśla, jak szybko zmieniają się dawne założenia branży. Jeszcze niedawno chińscy producenci byli postrzegani głównie jako naśladowcy uczący się od zachodnich koncernów. Dziś rozmowy coraz częściej dotyczą dzielenia się technologiami, dostępu do platform i partnerstw redukujących koszty, które mogą działać w obie strony.
Reuters wskazywał w tym kierunku na początku tego roku. W lutym agencja informowała, że Ford i Geely prowadzą rozmowy o szerszym partnerstwie, które mogłoby obejmować nie tylko produkcję w Europie, ale także wymianę zaawansowanych technologii motoryzacyjnych, w tym systemów autonomicznej jazdy. Dla obu stron logika jest prosta. Opracowywanie pojazdów opartych w dużej mierze na oprogramowaniu i zelektryfikowanych jest kosztowne, a samodzielne działanie staje się coraz droższe.
Jeśli sfinalizowane zostanie szersze porozumienie produkcyjne, wpływ na Walencję mógłby być znaczący. Przed pandemią zakład w Almussafes montował pięć modeli i produkował ponad 300 000 pojazdów rocznie. Nowy program przemysłowy wspierany przez Geely, a być może także przez Forda, mógłby pomóc odzyskać część utraconej skali.
Dla Europy to kolejny sygnał, że następna faza wyścigu EV nie będzie definiowana jedynie przez to, kto sprzeda najwięcej samochodów. Będzie ją także kształtować to, kto kontroluje produkcję, kto najszybciej dostosowuje się do lokalnych przepisów i kto potrafi przekształcić uśpione fabryki w strategiczne aktywa. Wygląda na to, że Geely doskonale to rozumie.
Zostaw komentarz